Nie był „żołnierzem wyklętym”. Fakt. Był komunistą i gromił „zezwierzęconą i znikczemniałą burżuazję”, był marksistą i antyklerykałem; religię traktował jako „świadectwo niedojrzałości zahukanych mas”. Był wszystkim tym, do czego redukują go nierozumni krytycy.

Lecz jeśli jego młodość była jakimś grzechem, to odkupił go z nawiązką. Już w latach 50. stał się krytykiem partii, a potem zaangażowanym wrogiem komunizmu. Był marksistą, ale szybko stał się antymarksistą i bez wątpienia jednym z najlepszych historyków marksizmu na świecie.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej