Prognoza Hercena się potwierdziła: tłumienie demonstracji siłą stało się normą, aż pogłębiający się kryzys zaowocował rewolucjami 1905 i 1917 r. i upadkiem caratu.

Kiedy miesiąc temu dżandżawidzi generała Hemedtiego dokonali na ulicach Chartumu pogromu demonstrantów, mordując ponad sto osób i gwałcąc dziesiątki kobiet, potwierdziło się też po raz kolejny, że prognoza Hercena ma uniwersalne zastosowanie. W końcu to te same bojówki dokonały dekadę wcześniej, na rozkaz ówczesnego prezydenta gen. Omara al-Baszira, ludobójstwa w Darfurze, tłumiąc powstanie ludu Fur. Gdy 30-letnia dyktatura Baszira stała się nie do zniesienia nawet dla uprzywilejowanych dotąd arabskojęzycznych Sudańczyków, to właśnie dżandżawidów ściągnął on do stolicy, by stłumić trwające od stycznia br. demonstracje.

Brutalność bojówkarzy sprawiła, że na stronę demonstrantów przeszło w końcu wojsko, obalając w kwietniu dyktatora i ogłaszając wojskową juntę. Ale głównym hasłem demonstracji, za którymi stoi zrzeszające inżynierów, nauczycieli i lekarzy Stowarzyszenie Wolnych Zawodów, są prawa cywilów. Demonstranci nie zeszli więc z ulic, domagając się wolnych wyborów, których w Sudanie nie było od 1989 r., a które wówczas – i cztery razy wcześniej – i tak kończyły się wojskowymi zamachami stanu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej