Malarz Victor Arnautoff był lewicowcem. Więc kiedy w 1936 roku dostał zlecenie na wykonanie w nowo zbudowanym w San Francisco liceum im. Waszyngtona murali o pierwszym amerykańskim prezydencie, postanowił odbrązowić jego legendę. Życiorys Waszyngtona jest w USA traktowany hagiograficznie, a na swych muralach Arnautoff pokazał i niewolników uprawiających jego pola, i zabitego przez białych osadników Indianina. Mimo tej jawnej krytyki, reakcje opinii publicznej były po ukończeniu jego prac pozytywne: „Arnautoff powraca do faktów z czasów kolonialnych, z całym ich konfliktem, idealizmem i drapieżną rzeczywistością” – pisała „San Francisco Chronicle”.

Jedynie późniejszy prezydent, a wówczas lokalny arcyprawicowy polityk Richard Nixon, był niezadowolony. Arnautoff zrewanżował mu się karykaturą, co zaowocowało w 1947 r. przesłuchaniem przed kongresową Komisją ds. Działalności Antyamerykańskiej. Po wielkim lewicowym buncie politycznym końca lat 60. studenci jęli jednak krytykować przedstawienie niebiałych na muralach jako uwłaczające. Szkoła odpowiedziała, zamawiając w 1974r. u czarnego malarza, Deweya Crumplera, mural przedstawiający osiągnięcia niebiałych Amerykanów. Umieszczono go obok murali Arnautoffa, i wydawało się, że sprawa jest zamknięta.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej