Autor jest przewodniczącym rady Fundacji Otwarty Dialog.

Wczoraj w nocy zapadła haniebna, choć od dawna oczekiwana decyzja Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy o przywróceniu prawa głosu rosyjskiej delegacji. Rosja straciła je w 2014 r. po agresji na Ukrainę. Zgodnie z ówczesnymi postanowieniami powinna je odzyskać, gdy Kreml zacznie respektować prawo międzynarodowe i zakończy okupację ukraińskich terytoriów.

Nic takiego oczywiście nie nastąpiło, a ostrzelanie i zajęcie ukraińskich okrętów na Morzu Azowskim oraz uwięzienie ich załóg przez Rosję w listopadzie ubiegłego roku dowodzi jedynie eskalacji. Okresowo ostrzał intensyfikują również podporządkowani Kremlowi tzw. separatyści na froncie w Donbasie, zapewne testując w ten sposób reakcję nowego ukraińskiego prezydenta i nastroje społeczne na Ukrainie.

Liczba ukraińskich więźniów politycznych bezprawnie przetrzymywanych (i częstokroć torturowanych) w Rosji przekroczyła 100 osób. Na porządku dziennym są represje na okupowanym Krymie, gdzie prześladowana jest społeczność Tatarów Krymskich.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej