Wznoszę ten sam okrzyk, co Tomasz Grabowski w Przemyślu, którego policja oskarżyła o „publiczne znieważanie Narodu lub Rzeczpospolitej Polskiej”. Robię to nie po to, by kogoś znieważyć, lecz by naród i Rzeczpospolitą chronić przed hańbą, jaką jest chronienie polskiego faszyzmu przez polską policję.

Faszyzm jest chorobą duszy i rozumu. W obrębie chrześcijańskiego Zachodu nie ma społeczeństw, narodów ani państw, które byłyby na faszyzm stuprocentowo odporne. Nacjonalistyczno-autorytarne populistyczne paskudztwo jest wszędzie, od kiedy się urodziło na początku XX wieku. W spokojnych czasach ukrywa się w niszach, a w czasach niepewnych rozlewa się, infekując rozumy i serca.

Takie czasy. Na Zachodzie trudno znaleźć kraj, gdzie faszystowskie, protofaszystowskie, faszyzujące fale by się nie podnosiły. Skala jest różna, ale zjawisko uniwersalne. Polska nie jest wyjątkiem, liderem ani outsiderem.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej