– Niewiele brakowało, a Senat odrzuciłby kandydaturę pana Bodnara. Zabrakło nam dwóch głosów. Bardzo żałuję, bo mielibyśmy innego rzecznika – powiedział w TVP Info marszałek Senatu Stanisław Karczewski. Chwilę wcześniej mówił, że „dla świętego spokoju” Rzecznik Praw Obywatelskich „powinien wreszcie podać się do dymisji”.

Jeden z najwyższych rangą urzędników państwowych wywiera nacisk na inny organ konstytucyjny, który od kilku dni brutalnie atakuje też państwowa telewizja. Łaskawie oferuje mu spokój w zamian za długo wyczekiwaną dymisję. Daje do zrozumienia, że festiwal nienawiści wobec Adama Bodnara i jego rodziny, który zainaugurowała TVP, może się skończyć wraz z położeniem na biurku dymisji RPO. Bodnar będzie miał spokój, a PiS wybierze sobie wreszcie własnego urzędnika.

To nie są demokratyczne, a wschodnie, putinowskie standardy. Przy okazji Karczewski ujawnił też, gdzie leży ośrodek kontroli nagonki. Bo podmiotem w zdaniu „mielibyśmy lepszego rzecznika” jest partia. Nie Polacy, a przynajmniej nie wszyscy. Tylko ci podzielający zdanie PiS o RPO.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej