Adam Bodnar podtrzymuje nadzieję, że można traktować prawo poważnie i że mamy jeszcze w kraju autorytety, choć narzekanie na ich kryzys jest również uzasadnione. Tak jak wielu prawników odważnie broni niezależności sądów i trójpodziału władzy (czegośmy się to doczekali?! Trzeba mieć dziś odwagę, by bronić rzeczy tak podstawowych), tak Adam Bodnar niestrudzenie pokazuje, czym jest opaska na oczach Temidy, jak ważna jest bezstronność w stosowaniu prawa oraz na czym polega praktyczne użycie konstytucyjnej tezy o posiadaniu przez każdego z nas niezbywalnej godności.

Ta bezstronność wielu irytuje, mnie czasem też; przecież sprawiedliwość i jej instytucje powinny stać po stronie ludzi uczciwych, a przeciwko przestępcom i mordercom! A Bodnar twierdzi, że morderca też człowiek. Problem w tym, że mniej więcej od czasów Oświecenia, czyli epoki, która określiła charakter nowoczesnego państwa prawa, ludzka godność przysługuje wszystkim: sprawiedliwym i nieuczciwym, ludzkim aniołom i ludzkim bestiom, i to tylko dlatego, że są ludźmi (a nie dlatego, że są uczciwymi ludźmi). Nikt nie może być traktowany jak przedmiot, głosił Kant, nawet najpodlejszy z podłych.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej