Nie żebym się chwalił, ale mam trochę zdolności proroczych. Gdy przeczytałem, że najpierw "dobra zmiana" skasowała pociągi do Kostrzyna, ale potem zainterweniował osobiście pan premier Mateusz Morawiecki, który kazał im tam jednak jeździć, przypomniało mi się, że ze trzy lata temu opublikowałem o tym czytankę. Wprawdzie premierem była jeszcze Beata Szydło, a ministrem obrony Antoni Macierewicz, ale już wtedy władza miała problem z kolejowymi połączeniami do niektórych miejscowości.

Opowiadanko miało być groteską, ale jak widać, nie ma takiego absurdu, którego władza PiS nie wcieli w życie. Jeśli ktoś nie wierzy, to niech przeczyta:

Jak pan Prezes rozkład jazdy ułożył

Któż to może być? Na dźwięk dzwonka pan Prezes wdrapał się na drabinkę stojącą pod oknem i wystawił głowę nad parapet. Przy furtce do ogrodu stała kobieta zakutana w grubą chustę, w rozdeptanych filcowych walonkach i w znoszonym paltociku opasanym paskiem z tworzywa sztucznego.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej