Ewa Graczyk napisała w "Wyborczej" „Nie przepraszam za waginę”. Chodzi o happening na gdańskim Marszu Równości, w trakcie którego parodiowano procesję Bożego Ciała. Niektórzy uznali to za obrazę uczuć religijnych i przekroczenie dopuszczalnych granic. Od happeningu się odcięli, choć jednocześnie całym sercem popierają batalię o prawa osób LGBT.

Ewa Graczyk tego nie rozumie. Pisze: „Współczesny Kościół na każdym polu wytwarza nadęte sztance estetyczne, niezdolne przyjąć śmiechu, ironii, zmiany perspektywy. Pod tym względem jest nawet gorzej niż w średniowieczu, bo pozbawieni jesteśmy żywego doświadczenia karnawału, w którym dozwolone były akty ludycznej profanacji sfery sacrum”.

A na koniec tekstu dodaje: „Pytamy was, liberalni, ale dotąd bezmyślnie patriarchalni, biali, heteroseksualni mężczyźni z klasy średniej, którzy macie przywilej autorytetu, głosu, łatwego dostępu do władzy, pytamy was: czy chcecie iść z nimi do niewoli czy z nami do wolności?”. Co prawda nie jestem heteroseksualnym mężczyzną, ale spróbuję odpowiedzieć na to pytanie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej