Lada chwila możemy stracić kilka miliardów euro na walkę ze smogiem. Mimo próśb i wytycznych z Brukseli politycy nie chcą się zgodzić na sprawne kanały dystrybucji pieniędzy do obywateli, którzy zamierzają zlikwidować ogrzewanie węglowe. PiS przekonuje, że jedynym pośrednikiem może być Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska. Czytaj: nasi, bo NFOŚ jest instytucją realizującą politykę PiS. Nie ma znaczenia, że efekt walki ze smogiem jest więcej niż mizerny. Najważniejsze, żeby trzymać rękę na kasie.

Premier Morawiecki przekonuje, że nadszedł czas wizjonerów. Będziemy inwestować w technologie kosmiczne, polski samochód elektryczny, powstanie wielki port lotniczy wraz z infrastrukturą kolejową. Jednocześnie rząd nie potrafi poradzić sobie z zadaniami stosunkowo prostymi.

W „Wyborczej” politolog Rafał Matyja radził politykom PiS, żeby zanim wezmą się do podboju kosmosu, spróbowali przejechać koleją pomiędzy Krakowem a Katowicami. Dokończenie opóźnionego już o pięć lat odcinka jednego z ważniejszych europejskich korytarzy transportowych jest dla naszych wizjonerów zadaniem trudniejszym niż podróż na Jowisza. Podobnie ze smogiem: fajnie rozmawia się o wartych miliardy złotych nowych trasach kolejowych, ale kiedy przychodzi do leżących na wyciągnięcie ręki funduszy na walkę ze smogiem, niezdarność połączona z pazernością kończy się kompromitacją. Cierpliwość Komisji Europejskiej do polskich wizjonerów ma, jak widać, swoje granice.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej