Ewa Graczyk jest literaturoznawczynią, eseistką, feministką, profesorką polonistyki na Uniwersytecie Gdańskim.

To, że „narodowa telewizja”, „Fronda”, bracia Karnowscy i Rafał Ziemkiewicz rzucili się na tęczowo-feministyczny happening, bo zwietrzyli zwierzynę i byli pewni, że zaraz ją zagryzą, wcale mnie nie dziwi. Dziwi mnie jednak wyjątkowo łatwa, lawinowa kapitulacja znacznej części liberalnych polityków, dziennikarzy i publicystów wobec ataku na orszak Królewskiej Waginy. Zdumiewa i głęboko rozczarowuje reakcja prezydentki Gdańska Aleksandry Dulkiewicz. Skąd wzięło się to zmasowane natarcie, skąd paniczna rejterada? Skąd absurdalne pomysły, żeby także nas (obok Leszka Jażdżewskiego – siostry pozdrawiają!) oskarżać o porażkę Koalicji Europejskiej w wyborach?

Nie tak dawno temu, pod wpływem szoku wywołanego śmiercią Pawła Adamowicza, napisałam krótki esej o Prezydencie. Zastanawiałam się w nim, na czym polegał fenomen postawy wybitnego samorządowca. Odnalezione tropy zaprowadziły mnie do wiary naszego Prezydenta. Słuchając opowieści przyjaciół, współpracowników i ogromnej rzeszy ludzi, którym pomagał, zrozumiałam, że gdańszczanin praktykował chrześcijaństwo: uwielbiał rozmaitość ludzi, działał na rzecz ich dobra i rozwoju.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej