Zbliża się noc kupały, święto Dziewanny/Marzanny. To stare święto Słowian poprzedza chrześcijańską noc św. Jana o dwa dni. 21 czerwca skacze się przez ognisko w celu oczyszczenia, puszcza wianki w celu znalezienia sobie żony, szuka perunowego kwiatu, wchodzi do wody, którą tej nocy opuszczają złe demony i nareszcie można bezpiecznie pływać.

W mitologii Słowian noc kupały to noc żywiołów, płodności, wolnej miłości, kontaktu z zaświatami, skutecznej magii, wróżb i władzy kobiet. Piszę o niej, bo już nie mam siły pisać o rozpadającej się koalicji ani apelować do przewodniczącego Schetyny o radykalne zmiany w projekcie zbliżającej się kampanii wyborczej. Nic już nie pozostało, jak tylko skakać przez ognisko, oplatać się byliną, stawiać wróżby, pływać i liczyć na siły nadprzyrodzone.

A jest na kogo liczyć, bo my, Słowianie, mieliśmy i mamy nadal czym się pochwalić. Nasze tereny zawsze zaludniały dziwne istoty. Na przykład rusałki, które topiły młodych chłopców, polne południce, które potrafiły takiego chłopca załaskotać (w południe) na śmierć. Strzygi, które szkodziły zwierzętom, dziewożony i mamuny porywały dzieci lub je podmieniały, nocnice nie dawały ludziom spać, baby jędze zjadały młodzież w małych kawałeczkach, a potem wsiadały do moździerza i sterując tłuczkiem, wywoływały wichury i burze. Na szkieletach koni jeździły po polskich wsiach panny morowe, roznosząc choroby, przy piecach sadowiły się kikimory lub gnieciuchy, przyduszając gospodarzy.

Artyku dost瘼ny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypr鏏uj cyfrow Wyborcz

Nieograniczony dost瘼 do serwis闚 informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazyn闚 Wyborczej