„Rewolucya – pisał o powstaniu listopadowym Joachim Lelewel – myśl narodu wywodzi na jaśnię”. To, co jest zakryte, staje się widome. Dziś w Polsce nie potrzeba rewolucji, wystarczają wybory, których wyniki, jeśli nie ograniczają się do rutynowego wychylenia wahadła o 3 proc. w jedną lub drugą stronę, ukazują, co się zmienia w głębokiej strukturze politycznej.

Zaskakujące swą skalą zwycięstwo PiS-u w eurowyborach nad prawie całą zjednoczoną opozycją, które z racji bardzo wysokiej frekwencji można porównywać z wyborami do Sejmu, „wywiodło na jaśnię” nowy polityczny kształt Polski.

Poszukując przyczyn tego zwycięstwa, wskazywano na niespotykaną skalę głosodajnych transferów socjalnych oraz to, że PiS zaprezentował wyborcom koncepcję zagrożonej przez świat zewnętrzny wspólnoty narodowej, a opozycja nie przedstawiła żadnej alternatywy wspólnotowej. Analiza danych z komisji wyborczych pozwala jednak na sformułowanie i dowodzenie hipotezy, że wystąpił tu jeszcze jeden silny czynnik. PiS poniosła fala, której intencjonalnie nie wywołał, ale która wyniosła go wysoko: bunt prowincji przeciwko metropoliom.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej