Bogdan Klich jest przewodniczącym senackiego klubu PO, w latach 20017-11 był ministrem obrony.

Pierwsze, na co zwrócili mi uwagę amerykańcy przyjaciele, z którymi wspólnie śledziliśmy wizytę Andrzeja Dudy, był niewątpliwy progres meblowy. Dla polskiego prezydenta znaleziono tym razem w magazynach Białego Domu biurko, więc nie musiał się już pochylać nad gospodarzem odgrywającym rolę hegemona.

Prezydent Donald Trump tradycyjnie zachwycał się Polską podobnie jak wcześniej Rosją i Koreą Północną. Nie dziwią więc zachwyty gospodarza nad stanem polskiej demokracji, który polskich demokratów wcale nie zachwyca. Nikogo w Waszyngtonie nie zaskoczyła krytyka amerykańskiego prezydenta stanu spraw w Niemczech. Pewną konsternację wywołało natomiast zachowanie gościa, który słuchał krytyki naszego zachodniego sąsiada z grzecznym uśmiechem, nie próbując nawet bronić tego ważnego polskiego sojusznika w Europie. A na koniec spotkania nad głowami par prezydenckich przeleciały z hukiem samoloty F-35, wzbudzając zachwyt polskich gości i popłoch wśród przechodniów, czego byłem świadkiem na Pennsylvania Avenue.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej