Również się nieco smucę i chciałbym więcej (może niekoniecznie drugi sezon z atakiem UFO na sarkofag), choć nie uważam, że to dzieło tak wybitne jak „The Wire”, „Breaking Bad” czy „Sopranos”. Głos ludu oglądającego mówi jednak co innego - „Czarnobyl” jest obecnie najlepiej ocenianym serialem w bazie IMDb (średnia ocen – 9,6/10) i zdetronizował m.in. wyżej wymienionych.

Wojciech Orliński („Gazeta Wyborcza”) tłumaczy tak wielką popularność serialu tym, że „pewien typ osobowości – niekompetentnego szefa, który swoimi poleceniami powoduje katastrofę i do gorzkiego końca wypiera rzeczywistość – występuje i w starożytnej Grecji, i na współczesnej Wall Street, i w serialu HBO”. W myśl tej interpretacji „Czarnobyl” nie jest krytyką ani socjalizmu, ani energetyki jądrowej, tylko przypomnieniem, że każda instytucja ma swojego Anatolija Diatłowa: „Wszyscy z nim pracowaliśmy – a co gorsza, lecieliśmy pilotowanym przez niego samolotem”.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej