Terroryzm się skończył. Jak podał „Daily Mail”, kierownictwo BBC postanowiło nie używać już w swych audycjach tego słowa, bowiem – jak powiedział cytowany przez gazetę wysoki rangą przedstawiciel rozgłośni – „dla jednego terrorysta, dla drugiego bojownik o wolność”. Uwaga ta jest niepozbawiona słuszności, często też w podobnym kontekście wspomina się o pornografii: co jest nią dla jednego, to dla drugiego literatura czy sztuka. Z powodu tej nierozstrzygalnej różnicy zdań w większości krajów demokratycznych pornografia jest dozwolona i można nadal, ale już bez strachu, spierać się o nią do woli. Zarazem jednak przecież nielegalna pozostaje tam pornografia dziecięca. O nią też można się spierać do woli – ale nie ma to, i słusznie, wpływu na wysokość wyroku. (Wyjątkiem jest grupa państw afrykańskich, w których pornografia dziecięca też jest legalna, ale za to – jak np. w Ugandzie – homoseksualizm karany jest dożywociem. Można podejrzewać, że mamy tam bardziej do czynienia z projekcją domniemanych preferencji pana prezydenta niż z jakąś spójną obyczajową refleksją). Analogia z terroryzmem jest jednak dość powierzchowna, bo terroryzm na skutek decyzji BBC nie przestanie przecież być ścigany; zniknąć ma jedynie szczególne potępienie, jakie go otaczało.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej