Donald Tusk podczas obchodów święta 4 czerwca 1989 r. zagrzewał do walki opozycję. Na Długim Targu w Gdańsku mówił, żeby się nigdy nie poddawać i zawsze wierzyć w zwycięstwo, ciężko pracować, mieć pomysły. Niczym trener przegranej drużyny mówił o tym, że nie wolno Polski dzielić na wierzących, niewierzących, na tych ze wsi czy z dużych miast, wlewał optymizm w opozycję. Smutasy nie mogą wygrywać. Trzeba być odważnym, zdeterminowanym, ale trzeba mieć też dobre pomysły. Trzeba być sprytnym, nie można dać się ograć, nawet jeśli pierwszy mecz się przegrało.

Tylko czy opozycja jest sprytna? Po przegranych wyborach już zaczyna się dzielić. Zamiast wypominać sobie grzechy, powinna szukać sposobu na jesienną kampanię. Kiedy przejeżdżało się przez Polskę, widać było wszędzie zdjęcia polityków PiS, a polityków opozycji tylko gdzieniegdzie – tak jakby ich wyssało. Jakby prowadzili kampanię nie w Polsce, lecz na innej planecie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej