21 tez sformułowanych 4 czerwca w Gdańsku przez przedstawicieli samorządów to radykalny program decentralizacji państwa, któremu województwa, powiaty i gminy miałyby odebrać wiele pieniędzy i władzy. W polskich warunkach byłaby to rewolucja.

Można z tym programem polemizować, ale ma on liczne zalety. Przede wszystkim chroni obywateli przed państwem władczym, nieprzewidywalnym i niepoddającym się kontroli. I zarazem niesprawnym, bo tworzącym liczne obszary chaosu. Takie jest państwo PiS, lecz nie ma powodów, by sądzić, że gdy PiS straci władzę, państwo szybko i gładko zmieni się w sprawne i przyjazne. To będzie długa i trudna ewolucja.

W 21 tezach nie chodzi więc o demontaż państwa, jak to przedstawia propaganda PiS, tylko o wprowadzenie większej równowagi władzy między centralizmem rządowym a aspiracjami lokalnymi. Po to, by ograniczyć niekontrolowane rządy państwa nad ludźmi i życiem publicznym.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej