Autor jest politykiem wywodzącym się z nurtu stowarzyszeń miejskich, w 2018 r. kandydował na stanowisko prezydenta Warszawy, w I turze dostał 2,99 proc. głosów.

Do tekstu Janusza Andermana „Nie będzie Janda pluć nam w twarz!” podszedłem z niedowierzaniem. Anderman próbuje odwrócić kota ogonem.

Przypomnijmy: Krystyna Janda udostępniła na Facebooku rysunek, który zamieścił tygodnik „Nie”. Możemy na nim znaleźć starszą kobietę w typowo wiejskim ubraniu, która klęczy przed elegancko ubranym mężczyzną. Trzyma on w ręku 500 złotych i zwraca się do kobiety: „Daj głos”.

Zdaniem Andermana ten rysunek to nie kpina z wyborców PiS-u, ale z polityków. Anderman wygodnie zapomina o całym kulturowym i społecznym kontekście, który ten obraz niesie. Nie jest to satyra na polityków, ale na prostych ludzi właśnie.

Przedstawiona na rysunku kobieta jest porównana do zwierzęcia, które można dowolnie wytresować. Mieszkańcy wsi nie są samodzielnie myślącymi istotami, które podejmują racjonalne ze swojego punktu widzenia decyzje, ale psami, które za byle ochłap sprzedadzą swoją wolność. Jest to mocno ugruntowany w polskiej kulturze stereotyp. Nie możemy zapominać, że w Polsce niewolnictwo chłopów trwało aż do połowy XIX wieku. Szlachta opierała się przed uwolnieniem swoich poddanych do samego końca. Zrobili to za nią dopiero zaborcy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej