Sobotnie posiedzenie rady naczelnej Polskiego Stronnictwa Ludowego, choć burzliwe, i tak było spokojniejsze, niż się spodziewano. Nie było na nim bowiem dwóch czołowych przeciwników sojuszu z Platformą Obywatelską, Nowoczesną, SLD i Zielonymi – Eugeniusza Kłopotka i Marka Sawickiego. Głównym rozgrywającym ich frakcji był Waldemar Pawlak.

Jednak ten były szef ludowców chyba po raz pierwszy w historii nie wyczuł nastroju sali, która sprzyjała Władysławowi Kosiniakowi-Kamyszowi. Współtwórcę Koalicji Europejskiej (KE) przywitała owacja, natomiast wystąpienie Pawlaka wzywające do opuszczenia aliansu zostało przyjęte chłodno.

Waldemar Pawlak postawiony do pionu

Pawlak twierdził, że wejście w koalicję doprowadziło do wyrugowania PSL ze wsi przez PiS za sprawą zbyt liberalnych obyczajowo postulatów formułowanych przez koalicjantów. Jako dowód porażki przywołał wyniki Jarosława Kalinowskiego na Mazowszu – teraz frekwencja była tu dwukrotnie wyższa niż w poprzednich eurowyborach, a Kalinowski nie dostał dwukrotnie więcej głosów, choć powinien. Pawlak oświadczył, że sam wprawdzie głosował na Kalinowskiego, ale nie na Koalicję.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej