Za pomysłami zjednoczenia całej opozycji nie przemawia już nawet wyborcza matematyka. Choćby wszyscy wyborcy KE i Wiosny zagłosowali na wspólny komitet Biedronia i Schetyny, co jest nierealne, mogliby liczyć co najwyżej na remis z Kaczyńskim.

Jeden z naszych sondaży (Kantar 16-19 maja) wskazywał, że jedna trzecia wyborców Wiosny ma negatywny stosunek do KE. Gdyby przyjąć, że ci wyborcy zrezygnowaliby z głosu na KE poszerzoną o Wiosnę, oznaczałoby to, że Biedroń przyniósłby ze sobą nie 6, ale 4 pkt proc. Z kolei wśród wyborców PSL prawie połowa ma negatywny stosunek do Wiosny. Można więc założyć, że zwolennicy PSL również mogliby nie zagłosować na poszerzoną KE. Idąc zatem do jesiennych wyborów razem, Koalicja i Wiosna zdobyłyby mniej mandatów, niż gdyby poszły osobno. O ile oczywiście Wiosna przekroczy próg wyborczy.

Koncepcja stworzenia monolitycznego ruchu opozycyjnego nie podoba się Polkom i Polakom. Zwolenników lewicy – czy to spod znaku Razem, czy lewego skrzydła Wiosny – zbyt wiele dzieli od konserwatywnych liberałów z KE. Trudno im się dziwić, że nie chcą do końca życia chodzić jedynie na kolejne referenda w sprawie odsunięcia od władzy Kaczyńskiego i jego następców.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej