No i po wyborach do Parlamentu Europejskiego, a przed wyborami do Sejmu. Zanim zajmiemy się dywagacjami, co z pierwszych wynika dla drugich, trzeba odpowiedzieć na dwa pytania: co się stało i dlaczego?

A zatem: co się stało? Stała się przede wszystkim frekwencja, która niemal się podwoiła w porównaniu z tą sprzed pięciu lat. Choć skala przyrostu była w Polsce wyjątkowa, to warto pamiętać, że jest to zjawisko ogólnoeuropejskie. Ogółem w całej Unii frekwencja wzrosła o 7 punktów procentowych i przerwany został stały proces jej spadku, który zaczął się od drugich wyborów do PE w 1984 roku. Panuje powszechna zgoda, że jest to efekt pojawienia się silnych, niekiedy rządzących lub współrządzących w krajach członkowskich partii populistycznych kontestujących Unię Europejską i sprzeciwiających się prowadzonym przez nią politykom, zwłaszcza polityce migracyjnej.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej