Jeszcze kilka dni przed wyborami Jarosław Kalinowski, jeden z liderów PSL, mówił w „Wyborczej”, że sojusz ludowców z Koalicją Obywatelską jest eksperymentem. I od jego wyników będzie zależało, czy Polskie Stronnictwo Ludowe wejdzie w podobny sojusz na jesienne wybory parlamentarne.

PSL wypadł dobrze – zdobył trzy mandaty, czyli tylko o jeden mniej niż w wyborach pięć lat temu. I naprawdę niewiele mu zabrakło, by były to cztery miejsca. Władysław Kosiniak-Kamysz oficjalnie uznał wynik za „przyzwoity”, a wyniki europosłów PSL za historyczne. Nigdy wcześniej kandydaci Stronnictwa nie uzyskali takiego poparcia: Adam Jarubas dostał 130 tys. głosów i w samych Kielcach miał wyższe poparcie niż Beata Szydło (która jednak wygrała w całym okręgu), Krzysztof Hetman i Jarosław Kalinowski otrzymali po przeszło 100 tys. głosów. Nawet Urszula Pasławska, która do europarlamentu się nie dostała, zebrała ok. 60 tys. głosów. Wynik Czesława Siekierskiego rzuconego na najtrudniejszy okręg dla PSL, bo Podkarpacie, budzi zdumienie – zabrakło mu 2 tys. głosów, by wejść do europarlamentu; jego wynik (38 tys.) jest jednak trzy razy lepszy niż ten, który PSL osiągnął tu przed pięcioma laty.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej