Wybory zawsze są testem Rorschacha – ludzie patrzą na ich wyniki i widzą to, co chcą zobaczyć. Wybory do Parlamentu Europejskiego, które odbyły się dopiero co, przyniosły niezwykle duży zbiór wyników, z których niezwykle duża liczba ludzi wyciąga własne wnioski. Ci, którzy chcą udowodnić tezę o nieuniknionym wzroście siły skrajnej prawicy, mogą dobrać odpowiednie przykłady. Ci, którzy uważają, że Europa przeciwstawi się temu wzrostowi, też znajdą przykłady uzasadniające ich poglądy. A co, jeżeli trafne są obydwa przeświadczenia?

W polityce jest tak jak w przyrodzie: każda akcja wywołuje reakcję. Na całym kontynencie prawicowe, natywistyczne, nacjonalistyczne i populistyczne partie, posługujące się zjadliwie antyeuropejskim, a niekiedy rasistowskim językiem, rzeczywiście stały się bardziej głośne, wyraziste i skuteczne. Jak o tym kilkakrotnie pisałam, posługują się nowymi narzędziami społecznościowymi, żeby rozpowszechniać teorie spiskowe, które wywołują u ludzi gniew i strach – i wykorzystują ten gniew i strach. W miarę jednak wzrostu ich wyrazistości, narastał też sprzeciw wobec nich. Jak przewidywano, wielkimi wygranymi okazały się także partie liberałów i zielonych. Ich wyborców mobilizowała skrajna prawica, a także przekonanie, że tradycyjnie dominujące partie nie potrafią sobie radzić z nowymi i z wieloma innymi wyzwaniami.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej