Jeśli wyniki exit poll się potwierdzą, to trzeba się napić wódki, ale nie rozpaczać. Trudno, obóz demokratyczny przegrał nieco pierwszą połowę wyborczego meczu. Szkody są jednak małe. Są za to bezcenne wnioski.

Ta porażka nie oznacza, że w październikowych wyborach do Sejmu demokraci przegrają, choć bez psychologicznego efektu, choćby minimalnego zwycięstwa KE, będzie trudniej.

Trudniej, bo PiS ma narzędzia totalnej propagandy: radio i telewizję, które prowadziły kampanię partii rządzącej. PiS ma władzę, więc może serwować ludziom programy socjalne: 500+, 13. emeryturę itd. PiS ma wreszcie całkowite i bezwarunkowe wsparcie Kościoła katolickiego.

To daje mu ogromną przewagę, lecz to nie znaczy, że PiS musi zwyciężyć w przyszłych wyborach parlamentarnych.

Godna podziwu jest wysoka frekwencja pokazująca, że choć to wybory europejskie, był to plebiscyt w sprawach Polski. Obu stronom udało się zmobilizować swoich zwolenników, jednak dzięki trójpakowi PKS (propaganda, Kościół, socjal) PiS zmobilizował ich bardziej.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej