I oto tak po prostu już jej nie ma. Theresa May, najmniej skuteczna brytyjska premier za naszej pamięci, złożyła rezygnację. Nic nie dały liczne intrygi i potajemne plany montowane przez wiele miesięcy, żeby się jej pozbyć. Ale w ślad za wyborami do Parlamentu Europejskiego, w których jej Partia Konserwatywna uzyskała najniższy w historii wynik, May w końcu się poddała. Co dziwne, chce jeszcze pozostać na stanowisku, żeby móc na początku czerwca pełnić funkcję gospodyni wobec prezydenta Trumpa – jej sposób myślenia w tej, jak i w wielu innych sprawach, jest nie do przeniknięcia – a potem odejdzie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej