To prawda, w ostatnich miesiącach wiele pisałam o nowych partiach skrajnej prawicy w Europie, o tym, jak korzystają z internetu, aby rozbudzać gniew, o spiskowych teoriach, do których się odwołują, i o ich związkach z Rosją – a to wszystko może tłumaczyć, dlaczego w niedzielnych wyborach do Parlamentu Europejskiego mogą one odnieść duży sukces.

Warto jednak pamiętać także o tym, że w tej historii istnieje i druga strona. Polityka prezydenta Trumpa i prezydenta Putina oraz katastrofa, jaką jest brexit, wywołały równie ostrą reakcję: rosną w siłę politycy proeuropejscy, którzy są mocno świadomi popełnionych w przeszłości błędów. I głęboko zastanawiają się nad tym, co robić dalej.

Na lunchu z Macronem

We wtorek spotkałam się z jednym z przywódców tego nurtu Emmanuelem Macronem, który sam zresztą założył ruch skierowany przeciw establishmentowi, kiedy zmierzał do zdobycia prezydentury we Francji. Okazją do tego był lunch zorganizowany przez francuskiego filozofa Bernarda-Henri Lévy’ego dla grupy europejskich pisarzy, historyków i filozofów. Był to prywatny lunch, a nie wywiad, nikogo zatem nie będę bezpośrednio cytować. Jednak rozmowa przebiegała według wzoru znanego z wielu publicznych spotkań Macrona.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej