Sprawdzał, co zostało po nich, po ich domach i cywilizacji, którą tworzyli. Nie zostało nic, a Polacy, którzy zajęli żydowskie domy i gospodarstwa, z przerażeniem, agresją i niechęcią reagowali na pytania o dawnych właścicieli. Było to zrozumiałe. Żydowskie domy, najczęściej razem z wyposażeniem, nowi właściciele zasiedlili, gdy ich dawni mieszkańcy ginęli w Holokauście. Niemiecka zgoda na to, by „brać po Żydach”, była ochłapem rzuconym przez okupanta w zamian za obojętność, a czasem też współudział w dziele Zagłady.

Skala zjawiska przejmowania żydowskiego mienia była gigantyczna. Przed wojną na terenie Rzeczypospolitej mieszkało 3,5 mln Żydów. Niemal wszyscy zginęli, a ich domy i mieszkania przejęli Polacy.

Śpiąc po wojnie w żydowskich łóżkach i pod żydowską pościelą, Polacy nie czuli się komfortowo. Wiedzieli, że nie są do końca „w prawie”. Obawiali się powrotu dawnych właścicieli lub ich spadkobierców. I takie powroty się zdarzały. Świadectwa ocalonych pokazują, jak kończyły się próby odzyskania domu, mieszkania czy choćby krzesła albo stołu. Dawni właściciele byli przez Polaków traktowani jak upiory, przeganiani, a czasem nawet zabijani…

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej