Na finiszu kampanii wyborczej partia władzy najwyraźniej się pogubiła. Nie udało się wypracować wspólnego politycznego przekazu w sprawie filmu braci Sekielskich o pedofilii w Kościele, więc każdy polityk opowiada, co mu w duszy gra. A co im w duszach gra, świadczy wypowiedź europosła Legutki, że to nie pedofilia, lecz pederastia. Nie pomoże odcinanie się od tych słów, bo to, co powiedział światły pan poseł, pozostanie.

Dziś, gdy za kilka dni głosowanie, partia władzy na chybcika szuka nowego przekazu. Jak odciąć się od pedofilii w Kościele, ale nie pogrzebać ścisłych relacji ołtarza z tronem? Najpierw próbowano więc wmówić Polakom, że oto realizuje się scenariusz ataku na Kościół i wiarę katolicką. Ten wątek szybko zdechł, bo sam prymas powiedział w TVN24, że ataku na Kościół nie dostrzega. Inni biskupi raczej milczą, nie chcąc się narażać na gniew ludu bożego, który dostrzegł, jak mało wśród duchownych było sacrum, a jak wiele profanum. Narracja PiS nie wypaliła, trzeba szukać dalej.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej