„Ciemna dziś noc, | świszczą kule po stepie i znów | Za depeszą depeszę przez mrok | Wiatr po drutach przesyła. | Wiem, że tę noc Znowu spędzisz do świtu bez snu | Przy łóżeczku dziecinnym i znów | W oczach łzy, moja miła” – tak zaczyna się polski przekład piosenki napisanej przez Władimira Agatowa, do której muzykę skomponował Nikita Bogosłowski. Popularna stała się w 1943 roku, kiedy wykorzystano ją w radzieckim filmie wojennym. To historia rzuconego gdzieś na front, na „step” czerwonoarmisty, który tęskni za ukochaną.

Piosenkę na język polski przetłumaczył Julian Tuwim, wykonywała Wiera Gran. I wykonać chcieli ją też gdańscy muzycy podczas Europejskiej Nocy Muzeów w Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. Tyle że przerwał im zainstalowany przez PiS na stanowisku dyrektora Karol Nawrocki. Według zamieszczonej na Facebooku relacji jednego z nich krzyczał, że piosenka jest „bolszewicka”. Sam zaś napisał: „W naszym Muzeum nie ma już miejsca na sowiecką propagandę”. A wcześniej była? Poza tym nigdy nie słyszałam, by miłość i tęsknota były fenomenem sowieckim. No i wreszcie – muzeum nie jest własnością Karola Nawrockiego. Jeśli już coś w tej historii przywodzi na myśl bolszewickie praktyki, to na pewno nie piosenka w przekładzie Tuwima.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej