Od lat najpopularniejszą reakcją polityków na bulwersujący opinię publiczną problem jest zaostrzenie prawa. Nigdy nie rozwiązało to żadnego problemu, najczęściej stwarzało nowe.

Zaostrzenie np. kar dla pijanych rowerzystów zalało takimi sprawami prokuratury i sądy, a skazanymi – więzienia. W końcu przepis zniesiono, a skazanych pozwalniano.

Podobny problem spowodowała penalizacja w 2000 r. posiadania najmniejszej ilości narkotyku. Tysiące młodych ludzi figuruje teraz w rejestrze skazanych, co utrudnia im karierę zawodową. Jednak najgorszą plagą, którą ten zakaz wywołał, jest niezwykły wzrost popularności dopalaczy, dużo groźniejszych niż narkotyki. Za ich posiadanie nie odpowiada się karnie, więc po co ryzykować kryminał, kupując niegroźnego dla zdrowia skręta marihuany, skoro można kupić dopalacz, za którego posiadanie nic nie grozi.

Kolejne prawo: „lex Trynkiewicz”, na mocy którego stworzono m.in. ośrodek w Gostyninie, by dożywotnio zamykać tam osoby podejrzewane o to, że mogą ponownie popełnić groźne przestępstwo. Przepisy wprowadzono tak pospiesznie, że dziś do Gostynina trafiają osoby przypadkowe, ośrodek rządzi się według prawa ustalonego przez dyrektora, warunki są cięższe niż w najcięższym więzieniu, w jednoosobowych pokojach jest po osiem osób, właśnie szerzy się tam odra, a chorych nie można zabrać do szpitala.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej