Nie byli członkami partii komunistycznej, jedynie jej sympatykami. Nie wprowadzali w życie zbrodniczych idei, jedynie odwracali wzrok, kiedy wprowadzali je inni. Znano ich jako „poputczyków”, towarzyszy podróży. Intelektualiści ci zachwycali się ideałami Związku Radzieckiego, ale byli ślepi na praktyczne skutki urzeczywistniania tych ideałów. Brytyjscy socjaliści Beatrice i Sidney Webb chwalili obozy pracy, których więźniowie budowali Kanał Białomorsko-Bałtycki, jako „triumf odrodzenia człowieka”. „Zobaczyłem przyszłość i to działa” – napisał dziennikarz Lincoln Steffens po podróży do bolszewickiej Rosji.

XX-wieczni „poputczycy” mają wielu współczesnych naśladowców, zaczynając od europejskich lewicowców i działaczek Code Pink [kobiecej organizacji antywojennej, m.in. popierającej władze Wenezueli] oddanych reżimowi Hugo Cháveza, kierowanemu obecnie przez Nicolása Maduro, który doprowadził kraj do katastrofy gospodarczej w imię „boliwariańskiego socjalizmu”.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej