„Słuszną linię ma nasza władza” – to zdanie, które pamiętamy z filmu „Miś”, nic a nic nie straciło na aktualności. Słuszną linię ma nasza władza i dziś. I w ogółach rzecz jasna, i w szczegółach. Weźmy takie paszporty.

Już w zeszłym roku min. Brudziński wydał rozporządzenie na temat ich wyglądu, bo stary wygląd był do niczego. W nowych paszportach znalazła się więc jakże zasadna dewiza ze sztandarów oddziałów Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie „Bóg, Honor, Ojczyzna”, wprowadzona w 1943 roku, co niestety wywołało liczne protesty podróżników niewierzących. Prócz tego wprowadzono wiele innych znaków graficznych. Minister jednym miękkim ruchem pożenił choćby nacjonalistę i antysemitę Dmowskiego i masona Narutowicza zamordowanego przez – mówiąc symbolicznie – nacjonalistów i antysemitów. Z rozpędu chciał jeszcze w paszportach Ostrej Bramy w Wilnie i Cmentarza Orląt we Lwowie, ale z tego pomysłu musiał się wycofać rakiem, bo wytłumaczono mu, że wywoła skandal międzynarodowy. To, że minister nie przewidział w paszportach żadnej historycznej postaci kobiecej, to już jego problem. Miał przecież piękne typy, na przykład Beatę Szydło czy Krystynę Pawłowicz. Jak im się wytłumaczy z niedopatrzenia, gdy go dopadną w ciemnej ulicy?

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej