Tegoroczna majówka przyniosła nam nie tylko kwitnące bzy, lecz także falę przedwyborczej miłości polityków obozu władzy do Unii Europejskiej. Na jej grzbiecie surfują prezes Kaczyński, prezydent Duda i inni prominentni przedstawiciele "dobrej zmiany". Przekonują obywateli, że podejrzewanie ich o antyunijność i dążenie do polexitu to opozycyjna propaganda.

Nasza polska misja w Unii Europejskiej: Legutko

Parę tygodni przed eurowyborami Unia nagle stała się cacy. 15-lecie naszego wstąpienia do UE pisowska telewizja czci wielkim koncertem dla ludu, prezydent wygłasza orędzie do narodu, a główna arteria jednego z rządzonych przez PiS miast ściany wschodniej ocieka unijnymi flagami. Widziałem to na własne oczy, ale ponieważ jestem pamiętliwy, to od razu przypomniała mi się premier Szydło, która kazała wynieść flagę unijną z gmachu Urzędu Rady Ministrów, i pewna posłanka PiS, która określała tę flagę mianem „szmaty”. Ani prezes Kaczyński, ani prezydent Duda jakoś wtedy na to nie reagowali.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej