Od początku „dobrej zmiany” mnożyły się sygnały wskazujące, że środowiska nacjonalistycznej skrajnej prawicy cieszą się szczególnymi względami władzy i są otoczone jej dyskretną opieką.

Już w marcu 2016 r. interwencja ministra sprawiedliwości-prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry ocaliła przed odsiadką Marcina Falkowskiego, „patriotę” skazanego na pół roku więzienia za kopnięcie policjanta w czasie nielegalnej demonstracji nacjonalistów w 2014 r. „To, że Falkowski nie trafił za kratki, zawdzięcza ministrowi Ziobrze, który zawiesił tę karę” – chwalił szefa resortu na łamach „Dziennika Narodowego” wiceprezes Ruchu Narodowego Krzysztof Bosak (także zatrzymany podczas tej demonstracji).

Wdzięczność Ziobrze wyraził też w filmiku rozpowszechnianym w internecie latem 2017 r. Jacek Międlar, którego prokuratura najpierw oskarżyła o szerzenie nienawiści do Ukraińców i Żydów, by następnie wycofać akt oskarżenia. „To wielka, ale to wielka iskra nadziei w związku z reformami sprawiedliwości, które dokonują się z inicjatywy Patryka Jakiego i Zbigniewa Ziobry” – cieszył się Międlar, któremu przed kamerą towarzyszył Piotr Rybak. Ten sam, który w listopadzie 2015 r. podczas antyimigranckiej demonstracji na wrocławskim rynku spalił kukłę Żyda. Sąd pierwszej instancji skazał go za to na 10 miesięcy więzienia, a wówczas kierowana przez Ziobrę prokuratura uznała, że wyrok jest za surowy, i złożyła apelację, wnioskując, by więzienie zastąpić pracami społecznymi (ostatecznie sąd utrzymał więzienie, ale krótsze – trzy miesiące).

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej