To, że w kwietniu obchodzimy, w odległości niecałych trzech tygodni od siebie, rocznice rozpoczęcia ludobójstwa Ormian w 1915 r. i Tutsi w 1994 r., a pomiędzy nimi rocznicę powstania w getcie warszawskim, to oczywiście historyczny zbieg okoliczności. Ukazuje on jednak dobrze fundamentalną zbieżność dwudziestowiecznych ludobójstw opartych na przekonaniu, że świat będzie – przynajmniej dla ludobójców – lepszy, gdy wymordują naród nieusuwalnie skażony złem. Ich opisy ofiar są zdumiewająco podobne i tak samo nieludzkie. Ale podczas gdy nienawiść do Ormian nie przekraczała granic imperium otomańskiego, zaś Tutsi – Rwandy i sąsiedniego Burundi, nienawiść do Żydów, która legła u podstaw Zagłady, nie zatrzymywała się na granicach III Rzeszy i miała dużo starszą od niej historię. Co nie mniej zdumiewające, przetrwała ona do dziś, a wraz z nią jej obrońcy. Sprawa Pruchnika pokazała to znów w całej rozciągłości.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej