Po opublikowaniu filmiku z bicia Judasza w podkarpackim Pruchniku prawicowy internet stanął po stronie organizatorów tego aktu. Część internautów broniła „polskiej tradycji”, część wskazywała na filmik z obrzędu wieszania w święto Purim złoczyńcy Hamana w jesziwie w Nowym Jorku, argumentując, że Żydzi nie lepsi. Trudno wprawdzie zrozumieć, jak krytyka nowojorskich Żydów miałaby usprawiedliwiać mieszkańców Pruchnika winnych analogicznego czynu – ale argument jest zasadny.

Oba obrzędy nadają przemocy sankcję religijną i winny być zakazane. Nie tylko przez władze publiczne (co w USA byłoby jednak utrudnione ze względu na konstytucyjny rozdział Kościoła od państwa), ale także przez władze odpowiednich wspólnot religijnych, którym obrzędy takie wystawiają jak najgorsze świadectwo. Przypominają zarazem miałkość twierdzeń, że „nasza religia (chrześcijaństwo czy judaizm) jest jedynie religią pokoju i przypisywanie jej przemocy to potwarz”. Nie tylko islam ma z przemocą kłopot. „Bij w imię Boże!” oznacza także, że to właśnie imię Boże jest bite.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej