Z politycznego punktu widzenia strajk nauczycieli to teoretycznie szansa dla partii lewicowych. Jednak ani Biedroń, ani Razem nie zdołali obsadzić się w roli głównych rzeczników tej grupy pracowniczej. Tu zadomowiła się Koalicja Europejska, także za sprawą PiS-u, który snuł teorie spiskowe na temat ścisłej współpracy ZNP z liderem PO Grzegorzem Schetyną. Biedroń nie potrafił temu zapobiec. Przy okazji strajku nie był specjalnie widoczny. Lewica może tylko pomstować na rząd, że zrobił ze Schetyny demiurga.

Adrian Zandberg z Razem próbuje zaistnieć dopiero teraz. Oskarżył „liberałów” o to, że wbijają nauczycielom nóż w plecy, zachęcając ich do zawieszenia strajku. Tyle że… Koalicja Europejska wcale do tego nie zachęcała. Zandberg wziął na serio nieoficjalne przewidywania mediów, które spekulowały, iż KE boi się zniechęcenia rodziców i zaapeluje o zawieszenie protestu. Jednak tak się nie stało. Podczas ostatniej konferencji prasowej liderzy Koalicji zaapelowali do rządu o szybkie rozwiązanie sporu i obiecali nauczycielom podwyżki w razie przejęcia władzy. Wyszli z założenia, że nie jest ich rolą doradzanie nauczycielom, kiedy mają przerwać strajk.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej