Okrągły stół jako sposób na nasze wspólne troski jest dobry. Warto do niego usiąść. Okrągły stolik jako mebel, przy którym szuler ogrywa biedaków, to zło. Lepiej się trzymać z daleka.

Kiedy władza zaprasza do okrągłego stołu, zwykle ma na myśli stolik. Tak było, kiedy Kiszczak zaprosił Wałęsę do okrągłego stołu. Tak było, gdy PO urządziła okrągły stół służby zdrowia. I tak jest teraz, gdy zapraszają Morawiecki i Szydło.

Takich zaproszeń nie warto przyjmować w ciemno. Bo intencją władzy jest legitymizacja swojej polityki w zamian za symboliczne uznanie istnienia drugiej strony.

Okrągły stół władza proponuje nie po to, by wyjść naprzeciw oczekiwaniom innych, lecz by inni zrezygnowali z żądań w zamian za zaproszenie do stołu.

Kiszczak zaproponował obrady okrągłego stołu, kiedy zrozumiał, że bez zgody opozycji nie da się naprawić gospodarki, a nie chciał dzielić się władzą.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej