Ósma już nowelizacja ustawy o Sądzie Najwyższym świadczy o tym, że PiS bardzo się boi porażki. Jakiż bowiem inny cel przyświeca umożliwieniu prezydentowi, by sam obsadzał posłusznymi sędziami stanowiska pierwszego prezesa SN oraz prezesów izb sądu (przed końcem ich kadencji)? Po co, mimo trwającego postępowania Trybunału Sprawiedliwości UE, partia rządząca znowu naraża się na zarzut łamania konstytucji? Jej art. 183 mówi wszak, że sędziów można mianować tylko spośród osób wskazanych przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN.

Racjonalne wytłumaczenie brzmi: PiS obawia się przegranej w zbliżających się wyborach.
Notowania PiS nie są złe, w konfrontacji z Koalicją Europejską wciąż prowadzi lub remisuje. Rzuca miliardy na przekupienie wyborców programami socjalnymi. Nic nie wskazuje na to, że las Birnam ruszył na zamek Makbeta. Ale może PiS wie coś więcej?

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej