W środę było wielkie poruszenie, prezes miał wydać oświadczenie. O czym będzie mówił, zastanawiali się dziennikarze – o nauczycielach, może o Srebrnej, o historii gen. Janiszewskiego czy o efektach komisji smoleńskiej?

Nic z tego.

Pan prezes postanowił pomówić o euro. Namówić Koalicję Europejską i Pawła Kukiza, żeby podpisali deklarację, iż Polska nie wprowadzi euro do momentu, aż staniemy się silni gospodarczo, na poziomie na przykład Niemiec.

Kiedyś straszono Polaków uchodźcami, teraz straszy się euro, choć nikt nie planuje jego szybkiego wprowadzenia, a nawet jeśli, to Schetyna mówi tylko o wielkiej debacie społecznej.

Można przypomnieć słowa prezesa z 2008 r., kiedy mówił, że dobrym terminem wprowadzenia euro byłby 2020 albo 2025 r. No i co? Powinniśmy rozliczać pana prezesa za te słowa? 2020 r. to przecież za rok! Jarosław Kaczyński chciał referendum w sprawie euro.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej