Anita Karwowska: Jest pan rektorem i wykładowcą Akademii Teatralnej, gra pan charyzmatycznego nauczyciela Johna Keatinga w „Stowarzyszeniu Umarłych Poetów” w Och-Teatrze, żona, nauczycielka, bierze udział w strajku. To muszą być dla pana ważne dni.

Wojciech Malajkat: Zawsze jest dla mnie ważne to, co się dzieje w Polsce. To kolejny trudny moment w naszej historii, kiedy ktoś już nie może wytrzymać i mówi, że dość. Ale że przeżyłem już w życiu wiele, nie ekscytuję się łatwo. Wiem, że wszystko ma swój rytm i że inni też to wiedzą.

Co to znaczy?

– Strajk trwa już tydzień i moim zdaniem emocje w pewnym sensie opadają. A to oznacza, że ktoś coś załatwia. Przyglądałem się zbyt wielu momentom niezadowolenia i zrywom, by nie wiedzieć, że drugiej stronie łatwo się z protestem obejść, grając na czas. Wtedy przychodzi znużenie, sytuacja staje się zbyt uciążliwa, w końcu czujemy się zmuszeni do odwrotu. Tak się działo z Teatrem Polskim we Wrocławiu i Teatrem Starym w Krakowie. Czas odgrywa kluczową rolę, bo potrafi zasypywać emocje piaskiem.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej