Komisja Zakładowa NSZZ „Solidarność” Stoczni Gdańsk zarezerwowała sobie plac Solidarności na pięć dni w roku, w tym 4 czerwca. Nazwa organizacji brzmi poważnie i wiele osób gotowych jest pomyśleć, że jest ona spadkobierczynią zasłużonej w sierpniu 1980 r. grupy działaczy. Kto jak kto, ale stoczniowcy z „Solidarności” mają prawo do placu Solidarności.

Tymczasem stocznia zatrudnia dziś jedynie 131 osób (dane z ostatniego dostępnego sprawozdania), a jeden z liderów komisji zakładowej związku – Karol Guzikiewicz – jest radnym PiS i wojującym politykiem tej partii. Nazywanie organizacji zakładowej reprezentacją gdańskich stoczniowców jest więc sporą przesadą. W Gdańsku przy statkach pracują tysiące osób i są one zatrudnione w innych firmach.

Wniosek o „zaklepanie” terenu wokół pomnika Poległych Stoczniowców Karol Guzikiewicz skierował do wojewody pomorskiego, też polityka PiS, kilka dni po tym, jak rządząca Gdańskiem Aleksandra Dulkiewicz ogłosiła na spotkaniu z samorządowcami, że 4 czerwca wokół pomnika stanie okrągły stół. Jak mówiła Dulkiewicz, 4 czerwca w Gdańsku tysiące przedstawicieli gmin z całej Polski zamierza uczcić 30-lecie Okrągłego Stołu i oddać hołd prezydentowi Pawłowi Adamowiczowi.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej