Autor jest radiowcem, reportażystą, blogerem. Zarządza grupą internetową Polish Freedom Network. Mieszka w USA

Może mi pan pomóc? – pyta zdyszana starsza pani i nie czekając na odpowiedź, podaje mi dwie flagi, amerykańską i polską. Chce, bym je rozdzielił. – Widzi pan, tutaj skleiłam je papierową taśmą, żeby się trzymały razem... jechałam kolejką i tam, wie pan, żeby się nikt nie przyczepił... bo teraz, jak coś takiego w publicznym miejscu... Mogę to sama odkleić, ale robiłam wczoraj paznokcie...

– Proszę, już jest dobrze – podaję jej rozłączone flagi.

Kobieta wspina się na palce: – Dużo ludzi. Dobrze, że Polonia przyszła. Naprawdę. Bo jeżeli my nie zadbamy o siebie, to nikt nam nie pomoże. Rząd polski...

Daley Plaza, samo centrum Chicago. Pod słynną żyrafą Picassa jest już około tysiąca Polonusów. Może nawet więcej. Wszędzie amerykańskie i polskie flagi. Orły w koronie. Wąsaci mężczyźni. Kobiety odświętnie ubrane, jak do kościoła.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej