Autor jest przewodniczącym klubu senackiego PO, w latach 2007-11 był ministrem obrony.

Podczas niedawnego pobytu w Warszawie sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg powiedział: „Mamy do czynienia z pewnym paradoksem. Widzimy różnice zdań w pewnych kwestiach, jak handel, zmiany klimatu, porozumienie nuklearne z Iranem, trwa też spór o podział obciążeń w wydatkach obronnych, ale mimo tych różnic widać także, że w NATO Ameryka Północna i Europa robią razem więcej, niż robiły przez wiele, wiele lat”. I ta konsekwentna realizacja wzmacniania wschodniej flanki NATO odbywa się z dużym udziałem strony amerykańskiej, co widać szczególnie w Polsce.

Najpierw podczas szczytu w Newport ustanowiono tzw. szpicę (VJTF), czyli sojusznicze siły natychmiastowego reagowania, oraz wzmocniono NRF, czyli siły szybkiego reagowania. Rozpoczęto też serię zakrojonych na dużą skalę ćwiczeń sojuszniczych w krajach wschodniej flanki, aby pokazać Rosji, że Sojusz poważnie traktuje zobowiązanie wobec każdego kraju członkowskiego, a zwłaszcza tych granicznych, jak Polska czy państwa bałtyckie.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej