Wicepremier Beata Szydło wybiera się do Brukseli, może nawet zostanie komisarzem Unii Europejskiej.

Pamiętamy przegraną Polski w Brukseli 27:1, kiedy Polska została skompromitowana w niebywały sposób. Pani premier Szydło pojechała walczyć o to, by Jacek Saryusz-Wolski został przewodniczącym Rady Europejskiej, a nie Donald Tusk, ale nie znalazła ani jednego sprzymierzeńca, nawet z Grupy Wyszehradzkiej. Tuska bronili Czesi i Słowacy, uważając, że dużo zrobił dla ich regionu.

Po powrocie Beata Szydło była witana na lotnisku przez Jarosława Kaczyńskiego i najważniejszych polityków PiS; przybieżeli z kwiatami, żeby podziękować jej za pseudozwycięstwo.

Politycy PiS do tej pory nie uznają Donalda Tuska jako przewodniczącego Rady Europejskiej. Niektórzy proponowali, jak prof. Zdzisław Krasnodębski, żeby przyjął niemieckie obywatelstwo, bo przecież był kandydatem Niemiec.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej