To nie są wybory, w których opozycja może odebrać władzę PiS-owi. Ale może pokazać, że jest w stanie to zrobić.

Taka jest główna oś tej kampanii do Parlamentu Europejskiego po ostatnich konwencjach, które na dobre rozkręciły kampanijną walkę. Jarosław Kaczyński wyraźnie wycofuje się z akcji rzekomego ataku Platformy na rodzinę i dzieci, coś o tej sprawie wspomniał, ale już mniej kategorycznie, zaledwie jednym zdaniem. Najwidoczniej w partii uznano, że to się nie kalkuluje politycznie, bo Polacy są chyba bardziej tolerancyjni, niż to się rządzącej partii wydawało. Atakowanie osób homoseksualnych, które każdy zna i ma w swoim środowisku, nie jest receptą na wygraną, lecz raczej na klęskę. Choć może się jeszcze okazać, że PiS wróci do dzielenia obywateli ze względu na preferencje seksualne, gdy uzna, że utrzymanie żelaznego elektoratu tego wymaga.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej