Gdy na Global Education & Skills Forum w Dubaju próbowałam tłumaczyć uczestnikom konferencji likwidację gimnazjów – coś, co po trzech latach od ogłoszenia nadal trudno mi pojąć – otwierali szeroko oczy. Ja rozkładałam ręce.

Wzdychałam, gdy Jane Perryman z Kolegium Uniwersyteckiego w Londynie mówiła, że – oprócz niskich pensji – to nieustanne zmiany w polityce edukacyjnej są jednym z najczęstszych powodów odchodzenia nauczycieli z zawodu.

A gdy mówiłam, że dwa tygodnie nawet pół miliona polskich nauczycieli zastrajkuje i może wstrzymać się od pracy, moi rozmówcy tracili całą werwę.

Tymczasem wszystko wskazuje na to, że strajku nie da się uniknąć. Minister Anna Zalewska już tylko prosi („apeluję, by nauczyciele byli z uczniami”). Beata Kempa – wybierająca się podobnie jak Zalewska do Brukseli – nazywa szefa ZNP Sławomira Broniarza „karierowiczem”. A o tym, co wypisują w mediach społecznościowych politycy PiS, już nawet nie wspomnę. To często poziom internetowych trolli.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej