Polaryzacje polityczne czasami kształtują się dość przypadkowo. Przypadkiem zaczęła się polaryzacja PO-PiS w 2005 r., gdy w wyniku implozji „wielkiego SLD” dwie postsolidarnościowe partie zaczęły ze sobą rywalizować. W dużej mierze kwestią przypadku były kolejne czynniki pogłębiające spór między tymi dwoma siłami, z katastrofą smoleńską na czele. Nikt w PO na pewno nie planował też tego, by jedną z głównych osi polaryzacji między dwoma blokami na początku kampanii do Parlamentu Europejskiego stała się kwestia praw osób LGBT+. Podpisanie przez Rafała Trzaskowskiego deklaracji LGBT, zgodnie z obietnicą wyborczą, wyzwoliło jednak zupełnie nową dynamikę polityczną, która może organizować polityczny spór w najbliższych miesiącach.

LGBT+ dzieli KE

Dla Koalicji Europejskiej taka polaryzacja jest pod wieloma względami niewygodna.

Elektorat KE jest światopoglądowo raczej liberalny. Jak pokazują choćby sondaże Ipsosu dla OKO.press, związki partnerskie popiera ponad 80 proc. osób głosujących na PO i Nowoczesną. Trochę inaczej wygląda to w PSL, gdzie poparcie to wynosi zaledwie 37 proc. Tym niemniej można przypuszczać, że całość elektoratu KE jest w kwestii praw mniejszości seksualnych w zupełnie innym miejscu niż Jarosław Kaczyński.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej