Role się odwróciły. PiS przeszedł do ofensywy z „piątką Kaczyńskiego”, zmuszając opozycję do lawirowania. Następnie Rafał Trzaskowski podał władzy narzędzie w postaci deklaracji LGBT, która posłużyła jako punkt wyjścia do narzucenia przez PiS swojego przekazu w dyskursie. O odzywce Pawła Rabieja nie ma nawet co mówić.

Że przekaz PiS jest nielogiczny i głupi – nie ma żadnego znaczenia. Opinia publiczna to nie sąd, w którym liczy się stan faktyczny i logika. W debacie publicznej liczy się efekt wejścia: wrażenie, emocje. Kto się broni, prostuje, wyjaśnia, ten w odbiorze opinii jest winny. Nieskuteczne były wyjaśnienia Kaczyńskiego i Glapińskiego i podobnie jest z prezydentem Warszawy: „Jeśli na spokojnie porozmawia się… będziemy się spotykać z ludźmi i spokojnie tłumaczyć, że…”. W kampanii nie ma miejsca na spokojne rozmowy.

Rafał Trzaskowski twierdzi, że PiS się w tej kampanii przeliczy. Zależy, co się przez to rozumie. Jeśli przyciągnie nawet kilka procent przestraszonych wyborców, to może zwyciężyć w wyborach.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej